Jak to w końcu jest z tymi pieluchami

Dziecko, Zdrowie i pielęgnacja

Jak to w końcu jest z tymi pieluchami

Czy nie zastanowiło Was nigdy dlaczego na opakowaniach niektórych pieluch pojawia się napis BIO, ECO, PURE itp? Co to wszystko znaczy i czy jeśli kupujecie zwykłe, bez ekologicznego znaczka, to są one w czymś gorsze? Skoro jedne pieluszki potrafią być trzy razy droższe, naturalne, organiczne, to pozostałe z czego są wykonane?

Czy myśleliście o tym z czego właściwie składa się jednorazowa pielucha i jaka jest jej konstrukcja? Czy skoro dziecko od dnia narodzin spędza w niej prawie całą dobę to istnieją specjalne wytyczne co do jakości i składu? Czy dodatkowo przeprowadza się stałą kontrolę i badania tak ważnego i powszechnie stosowanego produktu? Mnie to wszystko nie tyle zdziwiło co wręcz zszokowało. Byłam przekonana, że skład pieluszek podlega ścisłej, stałej kontroli, a producenci rozliczani są z jakości użytych materiałów. Prawda jest inna.

Okazuje się, że są pewne normy prawne, które to narzucają określony standard. Niestety są tak bardzo ogólne i zawiłe, że trudno wywnioskować czego wymaga się od pieluszki. Ma po prostu nie stwarzać ona zagrożenia. I rzeczywiście- prawidłowo użyta teoretycznie go nie stwarza. Jednak jej zawartość oraz to co powstaje po kontakcie z moczem- to już inna bajka. W rzeczywistości producenci starają się głównie sprostać oczekiwaniom konsumenta, czyli pieluszka ma być bardzo chłonna, nie odparzać i nie przeciekać. Dodatkowo ma się też trzymać na pupie i nie odparzać. Dodaje się więc sporo dodatków, które zapewnią jej wspomniane, porządane cechy. Pieluszki więc pachną, nawilżają, są pięknie ozdobione i… nie mają podanego składu na opakowaniu!

Setki przeczytanych artykułów, poradników, blogów. Najlepsze mebelki, ubranka, kosmetyki. Świadomość młodych rodziców z roku na rok rośnie, moda na bycie eco również zyskuje w sile, do tego tylko i wyłącznie naturalne materiały we wszystkim z czym będzie miało kontakt nasze dziecko. Szukamy najlepszych produktów, sprawdzamy metki, czytamy składy. I bardzo dobrze! W końcu może uda nam się pozbyć zalewającego nas ze wszystkich stron plastiku. Jednak cały czas zastanawia mnie- dlaczego producenci pieluszek jednorazowych nie pokazują ich składu? Zasłaniają się tajemnicą handlową, a co najgorsze- prawo w Polsce wcale tego nie wymaga. Pieluszki bowiem nie są wyrobem medycznym (jak byłam przekonana) a jest to wyrób kosmetyczny (zgodnie z polskim prawem), a wówczas ujawnianie składu nie jest konieczne. Czy zatem ktoś bada wnętrze produktu, z którym styka się pupa, genitalia i podbrzusze nowo narodzonego, niezwykle wrażliwego na czynniki zewnętrzne i bezbronnego noworodka? Niestety nie. Producenci mają zatem duże pole do popisu, a nam pozostaje jedynie darzyć ich zaufaniem. I nawet nie chcę wiedzieć, co znajduje się w tych najtańszych, marketowych skoro nikt tego nie sprawdza. W tym przypadku szukanie ekologicznej, droższej wersji ma sens. Niestety trzeba wydać dużo więcej by czuć się bezpieczniej, choć i tak nie mamy pewności, że napis PURE na opakowaniu odpowiada zawartości.

Skąd moje podejrzenia? Stanęły mi włosy dęba, kiedy przeczytałam o badaniach wykonanych we Francji. Więcej jednak o tym za chwilę. Zacznę od ogólnej budowy pieluszki jednorazowej, która jest podobna u wszystkich producentów:

– warstwa zewnętrzna: porowaty polietylen o małej gęstości uzyskiwany z ropy naftowej (ok. szklanki na pieluszkę);
– wnętrze pieluszki to mieszanka chemicznie przetworzonej bielonej chlorem miazgi drzewnej z poliakrylanem sodu (bardzo chłonna substancja chemiczna zamieniająca wilgoć w żel, zwana też SAPem, uważana za bezpieczną, póki nie ma kontaktu ze skórą) oraz wodoodporna wkładka, która powoduje brak wentylacji w pieluszce;
Jak widać pieluszka jednorazowa to plastik, folia, tworzywa sztuczne i celuloza. Materiały te zdecydowanie nie podlegają biodegradacji. Są sztuczne, pozyskiwane z ropy naftowej i nie przepuszczają powietrza.

Przeprowadzone we Francji badania w latach 2016-2019 wykazały obecność w pieluszkach jednorazowych szereg toksycznych substancji. Dodatkowo stężenie niektórych związków było na niebezpiecznie wysokim poziomie. Znaleziono też pestycydy, których stosowanie jest zabronione od 15 lat. Nakazano wówczas producentom wyeliminowanie szkodliwych toksyn z wnętrza pieluszek. Więcej w temacie wykonanej analizy znajdziecie TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ Nie zmienia to faktu, że nie wycofano tych produktów z rynku, nie poinformowano również o konkretnych markach, w których znaleziono toksyczne chemikalia. Jak MOŻNA BYŁO DO TEGO DOPUŚCIĆ? Cieszę się, że ktoś zdecydował się wziąć pod lupę tak ważny produkt i skontrolować jego skład. Skąd w nich ZATEM ta chemia? Podczas bielenia warstwy celulozowej chlorem, powstają szkodliwe związki, które to mogą stanowić pozostałość w pieluszce. Dodatkowo, wykryto nieznaczne ilości herbicydów stosowanych na plantacjach bawełny, którą to wykorzystuje się do produkcji pieluszek (znaleziono m.in. glifosat, który jest rakotwórczy). Zaznaczono też obecność substancji zapachowych i barwników będących przyczyną odczynów alergicznych. W sumie w raporcie pojawiło się aż 60 potencjalnie groźnych dla zdrowia substancji.

Jak to jest możliwe, skoro teoretycznie dopuszczone do obrotu są jedynie produkty z atestami, przebadane i bezpieczne? I właśnie jak już wspomniałam, pieluszki jednorazowe to nieco inny produkt. Producenci powołują się na wewnętrzne badania oraz zlecone na ich prośbę testy kliniczne. Dodatkowo dobór składników oparty jest na subiektywnej ocenie. Dokładny skład wciąż owiany jest tajemnicą, a nam pozostaje wierzyć, że są bezpieczne.

Co możemy zrobić, jeśli nadal chcemy używać jednorazówek?

Po pierwsze należy sprawdzić jak najwięcej informacji o konkretnych pieluszkach. Zarówno na opakowaniu jak i na stronie producenta. Tutaj symbole eco, pure, bio wydają się mieć znaczenie. Otóż- okazuje się, że pieluszki ekologiczne mają nieco inny skład, aniżeli klasyki. Dla przykładu: celulozę bieloną chlorem zastąpiono skrobią (która jest naturalna, neutralna dla zdrowia i biodegradowalna). W wielu do minimum zmniejszono ilość SAPu, czyli chemicznego pochłaniacza wilgoci. Myślę, że każdemu zdarzyło się dostrzec półprzezroczyste kuleczki pochodzące z wnętrza zużytej pieluszki. To właśnie poliakrylan sodu, który nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu ze skórą (a jednak często się wydostaje ze środka). Dla mnie wyznacznikiem dobrej pieluszki absolutnie nie jest maksymalna chłonność. Wówczas, do jej produkcji często użyto po prostu dużo SAPu. Pieluszkę należy przede wszystkim wymieniać często, regularnie, by skóra dziecka miała jak najmniej kontaktu żelem poliakrylowym (bo właśnie tak można nazwać substancję, która powstaje w zużytej pieluszce). Oczywiście zmieniamy też zaraz po oddaniu stolca (wiem- to oczywiste, jednak zdarzył mi się pacjent w aptece, który połknął czopek doodbytniczy). Długie przebywanie w przemoczonej pieluszce może być też przyczyną podrażnień skóry, odparzeń, a także przegrzewania jąderek u chłopców (problemów z płodnością w życiu dorosłym i jest to potwierdzony fakt). Niestety często droższe pieluszki trzeba częściej zmieniać, bo użyto innych, zamiennych, bezpieczniejszych substancji (niekiedy mniej chłonnych). Pieluszka powinna mieć też neutralną, biało-beżową barwę, bez kolorów, zapachów i balsamów. Wszystko po to, by zmniejszyć ryzyko alergii i… ilości chemii, której i tak jest już sporo. Dodatkowo pieluszka ma być wygodna, dobrze leżeć na pupie, nie odciskać się na udach i w pachwinach. W końcu to druga skóra naszych dzieci na pierwsze trzy lata ich życia

Pamiętajmy też, że skutki używania szkodliwych pieluszek ujawnią się po wielu latach. Gdyby widoczne były od razu- producenci z pewnością zmieniliby recepturę. Dlaczego nikt nie wycofa jednorazówek z rynku? Po pierwsze to ogromna wygoda, a po drugie wartość rynkowa pieluch wyceniana jest w miliardach.

Czy mamy zatem wrócić do tetry?

Sama stosuję jednorazówki. Szczerze nie wyobrażam sobie jeszcze dodatkowego prania (którego i tak jest sporo) i czasu temu poświęconego (którego wciąż brakuje). Obecnie moja większa świadomość sprawia, że kupuję te bardziej czyste i sprawdzam informacje dotyczące składu na opakowaniu (kiedyś wierzyłam, że nie ma możliwości aby pieluszki zawierały cokolwiek, co może zaszkodzić dziecku). W sytuacji kiedy składnik stosowany w standardzie został zastąpiony bezpieczniejszą alternatywą- pojawia się zawsze informacja na opakowaniu. Spotkałam się też z napisami- nie bielone chlorem, brak perfum, bez balsamu, nie zawierają ftalanów, formaldehydów, lateksu. W opisie jest dużo informacji i im bardziej “czyste” tym zdecydowanie lepsze dla naszych dzieci.

Uważam też, że pieluszki jednorazowe, które mogą zawierać szkodliwe substancje, powinny być zakazane. Wiele osób nie ma świadomości, że należy sprawdzać ich zawartość, podejrzewać obecność toksycznej chemii i wybiera te marketowe, najtańsze (choćby z braku pieniędzy). Wiem też, że wielu takich rodziców zdecydowałoby się na pieluszki wielorazowe wiedząc o potencjalnym wpływie zwykłych jednorazówek na organizm dziecka.

W temacie pieluszek wypowiadałam się w Pytanie na śniadanie co możecie zobaczyć TUTAJ. Podsyłam też link do testu pieluch, wykonanego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w styczniu 2021 roku. Niestety nie ma tutaj analizy składu, a jedynie chłonność i inne, odpowiadające za komfort i wygodę parametry.

Chciałabym też wspomnieć, że klasyczne pieluszki jednorazowe to ogromna szkoda dla środowiska. Rozkładają się setki lat, a podczas tego procesu powstają gazy cieplarniane. Jest to jednak zupełnie inny, wyczerpujący i przykry temat. Każdy kto zwraca szczególną uwagę na ochronę środowiska, zrezygnuje z jednorazówek na rzecz tetry.

1 Comment

  1. malinowamamba

    13 kwietnia 2021 at 19:08

    Świetny artykuł! Trzeba się dobrze przygotować do opieki nad dzieckiem i zadbać przede wszystkim o jego bezpieczeństwo 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *