Stały rytm dnia? Na pewno nie u nas!

LIFESTYLE

Stały rytm dnia? Na pewno nie u nas!

Wiele mówi się, że dzieci powinny mieć stały plan dnia. Ułatwia to komunikację mamy z dzieckiem, daje wewnętrzny spokój, wycisza bo dzięki powtarzanym o stałych porach czynnościom- maluch jest spokojniejszy, lepiej śpi i nie odczuwa stresu. Tyle w teorii. Choć pewnie każdy się z tym zgodzi, to utrzymanie dnia z malutkim dzieckiem w sztywnych ryzach jest po prostu trudne i niewygodne. Nie dla malucha ale dla mamy! Czy pomyślałyście kiedyś, że taka kobieta może czuć się więźniem we własnym domu? Dajcie żyć, opiekować się i zarazem czerpać radość z macierzyństwa. Nasz plan zatem zależy od dnia, pogody, ilości obowiązków, samopoczucia mojego i Maksia oraz pokładów energii. Ważniejsza jest dla mnie bliskość i czas spędzony razem.

Początkowo, zaraz po porodzie, starałam się choć trochę trzymać planu. Jednak im bardziej znałam swoje dziecko i potrafiłam odczytać jego potrzeby, tym mniej konieczna była systematyczność. Na ten moment jedynie kąpiel jest jak w zegarku.

DZIEŃ Z NOWORODKIEM

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że noworodek RZECZYWIŚCIE BARDZO lubi schematy. Mam tu na myśli nie tylko rytm dnia ale też osobę, która się nim opiekuje. Kilkudniowy maluch rozpoznaje mamę nie tylko po zapachu i głosie ale też sposobie noszenia i dotyku. Nagła zmiana otoczenia może być nawet przyczyną kolki! Określone, stałe czynności wykonywane w ciągu dnia są dla dziecka oznaką bezpieczeństwa i pozwalają na zaadoptowanie się w nowym środowisku (co też niektórzy nazywają IV trymestrem). Noworodki mogą niechętnie spędzać czas z tatą, co jest naturalne i stanowi mechanizm obronny (w końcu tata wszystko robi nieco inaczej, a to powoduje stres). Takie maluszki są mądrzejsze niż nam się wydaje, a zapewniony im spokój odpłacą nam w następnych miesiącach życia. Tak też u nas było. Pierwsze dwa miesiące to absolutne oddanie się dziecku. Codzienny spacer, bujanie do drzemki i obowiązkowo kąpiel przed snem. Im dzieci starsze, tym dzień nabierał nowego życia. Dostosowany już nie tylko pod dziecko ale też resztę domowników i samą mamę!

DZIEŃ Z NIEMOWLAKIEM

Dla mnie najważniejszy jest nasz wspólny komfort i poczucie bliskości. Dziecko ma czuć się dobrze z mamą. Wiedzieć, że jest obok i pojawi się na każde zawołanie. Gorszy dzień? Zostajemy w domu. W końcu jesteśmy w nim razem, a razem najlepiej- Prawda?

Pobudka to godzina 7. Mniej więcej. Wówczas wstajemy, przewijamy pieluszkę i zakładamy strój dzienny. Po trzydziestu minutach budzimy Janka i nadzorujemy jego proces porannej toalety oraz zmiany ubrań (zestaw do przedszkola przygotowuję codziennie wieczorem). Czasem w ubieraniu pomaga mu tatko (zależy jak uda nam się wszystkim od rana zorganizować). Później dwóch najstarszych mężczyzn wybiera się w trasę (do przedszkola i do pracy), a ja wraz z najmłodszym domownikiem zabieram się za porządki. Układamy, zbieramy, zmywamy i ogarniamy cały bałagan dnia poprzedniego. Czasem też od razu wychodzimy na spacer by uzupełnić zapasy w lodówce. Niekiedy zaczynam od prania więc zakupy odkładam na później. Dodatkowo do niedawna plany krzyżowały godziny seniora, które były dla mnie największym utrapieniem, bo przed południem nie mogłam zahaczyć o stragan i piekarnię. Oczywiście były też dni, kiedy lało. Wówczas nie wychodziliśmy, a wszystkie drzemki odbywały się w domu. I właśnie przechodząc do dziennych drzemek- Maksiu zazwyczaj śpi jeszcze w swojej kołysce na kółkach. Czasem przekładam go do łóżeczka w sypialni ale w do spania w ciągu dnia zdecydowanie bardziej preferuje salon. Nie mamy sztywnych godzin drzemek oraz nie przestrzegamy czasu ich trwania. Raczej trzymamy się kolejności sen-zabawa-jedzienie, a poszczególne czynności potrafią się skrócić lub wydłużyć. Czasem celowo przeciągam czas aktywności, bo chcę iść na dłuższy spacer. Kiedy widzę, że Maksiu już “pada”, a oczy to dwie małe szparki- albo wychodzę albo dostawiam do piersi. W czasie drzemki staram się też jak najwięcej zrobić (jak każda mama). Południe to czas gotowania. Ciepły obiad? Podstawa zdrowej diety. Janek często po przedszkolu “skubnie co nieco” w domu. Wiem, że można zawsze zamówić, wykupić pudełka itp. Niekiedy również korzystamy ale zawsze wracamy do domowej kuchni, która jest lekkostrawna i zdrowa. Bo tylko samodzielnie przygotowany posiłek to całkowicie znany skład i konkretna jakość użytych produktów. Nie umiesz gotować? Ja też nie. Dlatego dzielę się z Wami na stories IG i oczywiście na blogu moimi sprawdzonymi przepisami, które wyszukuję lub dostaję. Praktyka czyni mistrza, a chcieć to móc. Czasem uda mi się wszystko przygotować (bo Maksiu bawi się na macie), a niekiedy obiad wykonuję na raty (kiedy Maksiu niekoniecznie chce być sam). Podobnie jest ze sprzątaniem, praniem itd. I wiecie co? Już od dawna mi to nie przeszkadza. Łączenie opieki nad dzieckiem z domowymi obowiązkami to wyzwanie, które wymaga samodyscypliny. Z doświadczenia jednak wiem, że dużo trudniej jest po powrocie na pełen etat do pracy.

Godzina 17 to czas powrotu reszty rodziny do domu. Wspólny obiad, rozmowy, zabawa i kąpiel. Maksia kładę ok 21. Janek zasypia chwilę przed 22. Wówczas nie zostaje już dużo czasu. Przeznaczam go na odpoczynek i często sama padam już z nóg. Myślę, że nasz dzień nie różni się od codziennego życia innych mam. Po prostu dodatkowo dla Was jeszcze piszę i nagrywam. I doskonale wszystko rozumiem. Wychowanie dziecka to praca. Jednak każda kobieta powinna też pamiętać o sobie, o pracy zawodowej i płynącej z niej satysfakcji. Dla zdrowia psychicznego, wzmocnienia poczucia własnej wartości i ucieczki od monotonii. Myślę też, że mężczyźni lubią chwalić się sukcesem zawodowym żony, a ogarnianie domu nigdy niestety nie będzie tak doceniane. Dlatego bardzo chcę wrócić do apteki. Nie wiem jeszcze czy uda mi się w pełnym wymiarze godzin, będę jednak próbować.

JAK POLEPSZYĆ WSPÓLNY START

Codzienność z małym dzieckiem potrafi być trudna. Wiem jak ciężko było mi poradzić sobie przez pierwsze tygodnie życia Janka. Zupełnie sami, niedoświadczeni i poirytowani ciągłym płaczem. Później wiedziałam już, że dużo rzeczy robiłam źle. Słyszeliście kiedyś, że przecież to dziecko więc musi płakać? Ja słyszałam. Przy Maksiu postanowiłam, że muszę zrobić wszystko, by choć trochę polepszyć nasz wspólny start. Reagowałam na każde kwilenie. Nie pozwalałam by płakał. Nosiłam nawet kiedy nie było to konieczne. Tuliłam, przytulałam i ciągle byłam blisko. Maksiu do dzisiaj nie zanosi się krzykiem, a jedynie marudzi lub stęka (kiedy jest zmęczony/znudzony/głodny itp.). Ja zawsze reaguję. Wszyscy w domu śpią całe noce. Jeden dźwięk i przytulam lub przystawiam do piersi. On już wie, że jestem blisko. Nie wyobrażam sobie “pozwolić mu się wypłakać” i nie zgadzam się z taką metodą wychowania dzieci. Według mnie nie prowadzi ona do niczego dobrego, a taka tresura to narażanie dziecka na stres. Niepotrzebny stres. Z czasem może i maluch płacze coraz mniej ale tylko dlatego, że na jego wołanie o pomoc i tak nikt nie reagował.

Powiem Wam szczerze, że delektuję się tym czasem z niemowlakiem. Na nic nie narzekam, mimo, że czasem potrafi być ciężko. Ten czas tak szybka przemija! Teraz jestem tego dużo bardziej świadoma, aniżeli 5 lat temu. Mogę powiedzieć, że jestem spełnioną mamą i tego również Wam życzę.

2 komentarze

  1. Żaneta

    4 marca 2021 at 11:33

    Bardzo fajny wpis i piękne fotografie. Pozdrawiam!

    1. Izabela

      6 marca 2021 at 22:23

      Dziękuję za miłe słowa. To bardzo buduje i daje motywację do działania <3

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *